Historia powiatu
Kasztelan Jezierski był jednym z najbardziej czynnych przemysłowców polskich za panowania króla Stanisława Poniatowskiego. Gdy w okresie Sejmu Czteroletniego uchwalono szybkie wystawienie 100-tysięcznej armii, a potem dopiero zaczęto się zastanawiać, jak ją sfinansować i uzbroić, Jacek Jezierski wystąpił z inicjatywą przemysłową zaplanowaną, a potem realizowaną, z wielkim rozmachem. Najpierw kupił (w 1782 r.) za pół miliona złotych dobra malenieckie koło Końskich, posiadające bogate złoża rudy, i Miedzieżę, gdzie był już wielki piec. W 1794 r. spiętrzył wody rzeki Czarnej, tworząc staw o pow. 16 ha i wybudował w Maleńcu młyn, tartak, drutarnię oraz fryszernię, a w Kawęczynie wielki piec. Z jego inicjatywy w pobliskich Grębenicach powstała wytwórnia fajansów, a w Sobieszowie pod Warszawą fabryka kos i sierpów. Celem Jezierskiego było wykorzystanie rodzimych zasobów surowców i uniezależnienie od importu. Rudę do produkcji wydobywano w Miedzieży oraz okolicznych odkrywkach w Łysej Górze pod Żarnowem, z której wielki piec na węgiel drzewny, uzyskiwany z sąsiednich lasów, wytapiał surówkę dla trzech fryszerek w Machorach oraz dla fryszerki w Maleńcu. Jezierski sprowadził zagranicznych majstrów i poprawił jakość otrzymywanej stali. Sprowadzeni z zagranicy rzemieślnicy pracowali wraz miejscowymi chłopami pańszczyźnianymi. Zbudowana w Maleńcu fryszernia była na ówczesne czasy bardzo nowoczesnym zakładem metalurgicznym, w którym odbywały się procesy świeżenia surówki żelaza przez utlenianie zawartego w nim węgla i innych domieszek i npstępnego przekuwania na stal, w czasie którego dodatkowo usuwane były niepożądane zanieczyszczenia. "Fryszerka" albo kuźnica to zakład, w którym surowiec żelazny, czyli surowizna, przez przetapianie w ogniskach do kowalskich podobnych i następnie kucie wielkimi młotami, najczęściej siłą wody poruszanymi, zostaje przerobiony na żelazo sztabowe". W Diariuszu podróży króla Stanisława Augusta Poniatowskiego na Ukrainę w roku 1787 podanym przez Adama Naruszewicza czytamy, że król "(...) 15 VII (...) z Radoszyc (...) wyjechał z (...) J. Panem Kanclerzem do Maleńca, wziąwszy z sobą J. Pana Jezierskiego Kasztelana Łukowskiego, który w pomienionym Maleńcu oraz Miedzieży, dobrach swoich dwie ogromne fabryki do topienia żelaza w surowiźnie (wielki piec - red.) i fryszerki założył. (...) Przybywszy Nayiaśniejszy Pan na to mieysce przez groble i mosty gruntowe, odwiedził naprzód założony tartak o kilku piłach, (...) szedł potym do innych dwóch gmachów z murów wyprowadzonych, z których w iednym maią się ciągnąć druty, w drugim założona była fryszerka na iedenaście młotów. (...) Oglądał daley Nayiaśniejszy Pan machiny do dźwigania w górę ciężarów i wyrywania drzew z korzenia, odwiedził austerye (rodzaj oberży, zajazdu - red.) i zbudowanych kilkadziesiąt domów rzemieślniczych, a następnie dom gospodarski, w którym J. Pan Kasztelan prezentował Nayiaśniejszemu Panu różne gatunki żelaznych naczyń gospodarczych, kuchennych i stołowych z domowego żelaza przez domowych fabrykantów sporządzonych. Zdziwiło wszystkich przytomnych to mieysce puste przed trzema laty i niedostępne, które staranna, kosztowna i pożyteczna dla kraiu czynność J. Pana Kasztelana w porządne miasteczko i w tak okazałą fabrykę, tudzież stawy, groble, kanały i ogrody zamieniła". Ówcześnie w malenieckiejhucie wytwarzano sztaby i drągi stalowe, druty, topory, siekiery oraz różnego rodzaju żelazne naczynia stołowe i narzędzia gospodarskie. Jacek Jezierski chciał wyrugować import narzędzi takich jak noże, kosy, szable itp. i zastąpić je własnymi, ale napotkał znaczne trudności głównie związane ze złą polityką importową. Upadek Insurekcji Kościuszkowskiej zahamował rozwój przemysłu nad rzeką Czarną, ponieważ działania wojenne w 1794 roku objęły również teren Kielecczyzny. W roku 1800 Jacek Jezierski sprzedał swoje dobra Księciu Karolowi Hessen - Darmstadt, który przez całe ćwierćwiecze nie modernizował zakładu, a jedynie nadmiernie eksploatował. Nowy pomyślniejszy dla fabryki okres nastąpił po przejęciu jej przez Tadeusza Bocheńskiego, byłego oficera napoleońskiego, ziemianina, działacza gospodarczego, który... "nabył i osiedlił się w dobrach Malenieckich w 1824 roku, założył kopalnie i walcownie żelaza oraz huty w Miedzieży, Maleńcu i Rudzie Malenieckiej oraz wybudował w tych miejscowościach szosy". Bazę paliwową zakładów żelaznych stanowiły dobra obejmujące 16340 morgów, w tym lasy 142074,5. Bazę finansową, poza innymi majątkami Tadeusza Bocheńskiego, zapewniło mu małżeństwo z Marianną Lubowidzką, siostrą Józefa, prezesa Banku Polskiego. W Maleńcu Tadeusz Bocheński likwiduje częściowo fryszerki, w 1837 roku buduje walcownię blachy wykorzystującą energię wodną. W Katalogu Zabytków Budownictwa Przemysłowego, czytamy m.in. "w roku 1839 istniały w Maleńcu 4 kuźnice wodne, topornia, młot z ogniskiem ogrzewczym i walcownia blachy o dwóch parach walców". Rudę Maleniecką zwiedzał w latach 1838-1839 Hieronim Labęcki i w swym dziele pozostawił wzmiankę: "Kopalnia w dobrach prywatnych malenieckich w Miedzieży jest wzorowo prowadzoną odbudową regularną podług planów zawiadowcy Turskiego. Gdy wody w wydobywaniu przeszkadzały, ustawiona została w roku 1839 machina parowa 16 koni, więcej jak dostateczna. Kopalnia ta zatrudnia do 150 górników. Prócz niej znajduje się w tychże dobrach malenieckich kopalnia rudy żelaznej i glinki ogniotrwałej w Grębenicach (...) Malenieckie fabryki w dobrach Bocheńskiego nad rzeką Czarną znakomity otrzymały stopień rozszerzenia w roku 1935 (...)". A były to dwa wielkie piece: w Miedzieży, niedaleko kopalni rudy, i w Cieklińsku. Razem ich zdolność produkcyjna wynosiła 30000q (około 1200 ton) surówki, w roku 1840 dały nawet 40000q (ok. 1600 ton).W roku 1838, w miejsce dawnego wielkiego pieca idącego od 1779 r., rozpoczęto budowę nowego w Kawęczynie (koło Miedzieży) podług planów Jacka Lipskiego, który wśród 1839 w bieg puszczony zostal. Poruszany jest kołem wodnym siły 6 do 10 koni". Surówka przerabiana była w Maleńcu, gdzie zainstalowano "młot wielki i dwie pary walców, poruszanych siłą wodną, które 10 do 20 tysięcy kolb wydają, i (...) w Rudzie Malenieckiej, również z dwoma parami walców". W reszcie ostatnim ogniwem kombinatu była walcownia żelaza sztabowego i obręczowego w Rudzie i Maleńcu. W 1844 roku w dobrach swych Bocheński zamienił panszczyznę na czynsz, a pracę w fabryce oparł na wolnym najmie siły roboczej. Synowie Tadeusza, Józef i Franciszek, w 1850 r. ostatecznie zlikwidowali fryszerki, instalując 11 małych i 4 duże gwoździarki do produkcji gwoździ ciętych z blachy. Oprócz gwoździ produkowano topory, łańcuchy, lemiesze, odkładnice do pługów. Wyroby wożono do stacji kolejowej w Piotrkowie Trybunalskim. W pierwszych latach po oczynszowaniu produkcja stała się mniej rentowna. Zakład zatrudniał wówczas 42 robotników, w tym 6 majstrów i 14 kowali, a roczna produkcja wynosiła 320 ton blachy, gwoździ i innych wyrobów. Gdy w roku 1868 Franciszek Bocheński ożenił się z Antoniną Jełowicką, zamienił z Feliksem Wielogłowskim swój udział w Rudzie na Czuszów i Nadzów koło Proszowic. Jego brat, Józef, absolwent szkoły technicznej w Liege, gdzie studiował maszyny poruszane wodą, uczynił to samo pod koniec XIX wieku. Kolejny właściciel, Feliks Wielogłowski, przeprowadził trzeci etap modernizacji, wprowadzając w latach siedemdziesiątych maszyny do produkcji łopat i szpadli. Zatrudniał 80 robotników spośród 415 mieszkańców osiedla fabrycznego, składającego się z 47 domów. Roczną wartość produkcji szacowanofia 27.000 rubli. Od 1885 roku, po uruchomieniu linii kolejowej Koluszki - Skarżysko, wyroby wywożono do Końskich. O wielkości zakładu w tym czasie czytamy w opracowaniu Herbsta1o: ..."równolegle do budynku walcowni przy drugim upuście, o 30 m na północ, znajdowały się zabudowania fryszerni poruszanej dwoma kołailli wodnymi. Prostopadle zaś między walcownią a fryszefnią, bliżej szosy, stał budynek wytwórni łańcuchów. Dalej od szosy, u zbocza doliny, budynek łopaciarni". Na początku XX wieku Maleniec nabył Felicjan Jankowski, a po nim od 1913 roku ostatnim właścicielem zakładu w Maleńcu była jego córka Wanda Frolich, która oddała zakład w dzierżawę B. Kozłowskiemu. Przed I wojną światową przestały pracować zakłady w Rudzie Malenieckiej i w Kołońcu, a po powodzi w 1923 roku również zakłady metalowe w Machorach, które przekazały za bezcen swoje walce do Maleńca. Wykorzystując taniość siły roboczej z przeludnionych okolic, właściciele Maleńca utrzymywali zakład w ciągłym ruchu, nie poddając go jednakże jakimkolwiek modernizacjom. Robotnicy sami troszczyli się o stan techniczny obsługiwanych przez siebie maszyn, dokonując niezbędnych napraw i remontów. Wiele z tych pomysłowych rozwiązań dostrzec można w istniejących do dziś maszynach i urządzeniach. W okresie międzywojennym zakład wegetuje zatrudniając około 250 robotników, w dużej mierze pochodzenia żydowskiego. Profil produkcyjny niewiele się zmienił. Produkowano gwoździe, szpadle, łopaty różnych rodzajów, lemiesze, odkładnice, okucia okienne i galanterię budowlaną, nity. Surowcem do produkcji w tym okresie, jak i do końca działalności produkcyjnej zakładu był złom - obręcze kół kolejowych tzw. bandaże, wykonane ze stali o wysokiej jakości, które wstępnie łamano na kawałki przy użyciu kafaru. Ponadto, stosowano złomowane kształtowniki oraz blachę sprowadzaną z huty "Ostrowiec". W czasie ostatniej wojny Żydzi z Maleńca zostali wywiezieni przez hitlerowców, a zamieszkałe przez nich stare domostwa i warsztaty, pamiętające czasy Kasztelana Jezierskiego i Tadeusza Bocheńskiego, rozgrabiono i dziś nie ma śladu po najstarszym, znanym w Polsce, racjonalnym osiedlu robotniczym. Natomiast zakład metalowy zachował urządzenia, wyposażenie i technologię z dawnych czasów. W roku 1939 zakład został częściowo zniszczony przez wybuch min założonych przy mostach przez wycofujące się wojsko polskie. Uruchomiony przez Niemców w stosunkowo krótkim czasie pracował przez całą wojnę. Sezonowe braki wody zmusiły okupanta do modernizacji hali szpadlami i zainstalowania silnika spalinowego napędzającego główny wał transmisyjny. Wycofując się w roku 1945 Niemcy wysadzili w powietrze mosty i wodny system energetyczny. Po wyzwoleniu załoga samorzutnie przystąpiła do odbudowy zakładu pod kierunkiem inż. Ciopika z Nieborowall i już w maju 1945 roku uruchomiono produkcję szpadli i okuć okiennych pod kierownictwem Wł. Stalmacha. Zwiększając stopniowo zatrudnienie do 120 osób i pracując na 3 zmiany produkowano około 50.000 łopat i szpadli miesięcznie, w tym część na eksport. Wykonane z bardzo dobrej, jakościowej stali cieszyły się powszechnym uznaniem w odbudowywanej po wojnie Polsce. Dekretem z 3.01.1946 r. zakład zostaje upaństwowiony. Powojenna historia to kontynuacja produkcji narzędzi gospodarczych przez następne 21 lat, wykorzystująca niezmieniony zabytkowy park maszynowy i starą technologię walcowania oraz produkcji głównie gwoździ, łopat, szpadli i okuć okiennych. Masowej produkcji gwoździ ciętych z blachy zaniechano w 1951 roku, a ostatnim "gwoździarzem" był mistrz Antoni Bomba. Oprócz niego funkcje mistrza pełnili Tadeusz Wiaderny, Feliks Mijas i Piotr PierzchaIski. W 1959 roku wieś i zakład zelektryfikowano, instalując do napędu wału transmisyjnego silnik elektryczny.